Witamy na stronie stowarzyszenia | Dzisiaj jest piątek 20 października 2017
Logowanie     Rejestracja     Home     Mapa serwisu     Kontakt     pl en de

Wywiad z Łukaszem Juszczakiem, pełnomocnikiem prezydenta Bydgoszczy do spraw komunikacji rowerowej - Gazeta Pomorska Bydgoszcz

Rozmowa z Łukaszem Juszczakiem, pełnomocnikiem prezydenta Bydgoszczy do spraw komunikacji rowerowej

- Jak Pan ocenia wypracowane porozumienie z ratuszem?
- Skłamałbym mówiąc, że źle. Traktuje je raczej jako eksperyment, bo mówimy przecież o nowatorskim modelu działania. Jako pełnomocnik mam bowiem swoją normalną pracę zawodową, a w ratuszu działam bez etatu. Za to wspiera mnie prężny, kilkunastoosobowy Społeczny Zespół Konsultantów ds. Komunikacji Rowerowej. Dlatego ciągle mówię MY, a nie JA.

- Eksperyment?

- We Wrocławiu takim pełnomocnikiem jest oficer rowerowy pracujący na etacie w zarządzie dróg. Podobnie jest w Gdańsku, ale już w Zielonej Górze pełnomocnik do spraw rowerowych jest wyłaniany w drodze konkursu dla organizacji pozarządowych. W naszym przypadku najważniejsze jest, że zostałem wybrany w ramach publicznej debaty i jako pełnomocnik mam wsparcie organizacji społecznych.

- Ratusz zapewnił Panu odpowiednie możliwości działania?

- Podobnie jak w innych miastach, mój zakres kompetencji jest bardzo szeroki. W poszczególnych miastach związane są one ściśle z realizowaną polityką rowerową: w Łodzi na przykład głównym zadaniem pełnomocnika jest realizacja zapisów Karty Brukselskiej, czyli rozwój transportu rowerowego według ściśle określonych zapisów.

- Bydgoszcz też ją podpisze?
- Tu może być problem, bo jesteśmy już mocno spóźnieni. Ale wzrost udziału transportu rowerowego i bezpieczeństwa jego użytkowników można przecież realizować według własnych celów. Będziemy dążyli do osiągnięcia jak najwyższych wskaźników. Założenia Karty Brukselskiej nie są dla nas celem, ale etapem na drodze.

- A są pierwsze założenia dotyczące Pana pracy?
- Na pewno podstawą będzie kwestia wprowadzenia standardów technicznych i wykonawczych infrastruktury rowerowej. Naszym zdaniem jest to absolutnie niezbędna sprawa, gdyż zwiększy kontrolę społeczną nad inwestycjami. Ponadto, jeśli projektant będzie znał normy i rozwiązania promowane przez miasto, to efekt jego pracy będzie ogromnym ułatwieniem dla wszystkich rowerzystów i innych niechronionych użytkowników dróg. To niuanse, o których normalnie nie myślimy, ale ważne jako element zarządzania jakością dróg rowerowych. A za nią przecież idzie zadowolenie użytkowników i konsekwentnie wzrost ich liczby.

- No a co poza standardami?
- W tym roku one są dla nas podstawą. Chcemy, żeby dotyczące ich zapisy były traktowane jako uzupełnienie przygotowywanego na zlecenie Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej studium transportowego. Mamy też pewne złożenia, ale musimy je jeszcze zweryfikować z finansowymi możliwościami miasta. Na pewno będziemy kontynuować wprowadzanie ruchu rowerowego pod prąd, na podobnej zasadzie jak na ulicy Ku Młynom, albo na ulicach zamkniętych dla ruchu. W tym drugim przypadku mówię o rozwiązaniu, jakie funkcjonuje na początkowym odcinku ulicy Gdańskiej.
Będziemy też myśleć o rozwiązaniach, które nie wymagają dużych nakładów inwestycyjnych. Obowiązkowo przyjrzymy się też jakości dróg rowerowych przy inwestycjach już realizowanych. W ciągu najbliższych tygodni dotrzemy do dokumentacji technicznych, dokładnie je przejrzymy, a w razie wątpliwości będziemy interweniować. No i cały promować turystykę i sport.

- Szykujące się zmiany w prawie pomogą w pracy pełnomocnika?
- Dla mnie stanowią oczywiście duży krok do przodu. I choć w mediach są różnie przedstawiane, to kierowcy nie powinni się ich obawiać. Wiem, bo sam też jeżdżę samochodem. Regulują one w końcu kwestię pierwszeństwa cyklistów na przejazdach rowerowych, co do tej pory było tylko sprawą dyskusyjną. Rowerzystom zapewni to bezpieczeństwo, a dla kierowców oznacza jedynie częstsze spoglądanie "przez ramię”, czyli bezpieczniejszą jazdę. Zostanie też zalegalizowany przewóz dzieci w przyczepkach montowanych na wysięgnikach za rowerem.

- Będzie to bezpieczne?
- Bardzo. Zmiana przepisów i równolegle rozpoczynająca się nasza praca, mają służyć wypracowaniu w Bydgoszczy kultury rowerowej. Chodzi o atmosferę przyjazną dla sportowców, turystów, tak zwanych rowerzystów niedzielnych, czy pracowników firm, niezależnie od zajmowanego stanowiska, którzy postanowią zostawić samochód w domu i dojeżdżać do pracy rowerem. Bo rowery, a nie korki, świadczą o nowoczesności w mieście. To jest możliwe, ale oczywiście wiąże się z odpowiednią infrastrukturą, promocją, no i z bezpieczeństwem. Trzeba dużo wspólnej pracy. A czy warto? Spytajmy mieszkańców Amsterdamu czy Berlina.

Bogdan Dondajewski, Gazeta Pomorska Bydgoszcz, 20 kwietnia 2011 r.


wyedytowano: 2011-04-26 16:07
aktywne od dnia: 2011-04-26 15:55
drukuj  
Komentarze użytkowników (4)
pawel, 2011-04-26 16:48:33
więcej o rowerowym pełnomocniku w Bydgoszczy w artykule pod linkiem: http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/1,48722,9445076,Rowerzysci_maja_swojego_czlowieka_w_ratuszu.html

życzymy powodzenia Łukaszowi, rowerowemu pełnomocnikowi z Bydgoszczy i chcemy, aby nasze sąsiedzkie miasto miało coraz lepszą infrastrukturę rowerową. postęp jest, szczególnie biorąc pod uwagę wydarzenia opisywane pod tym linkiem: http://rowerowytorun.com.pl/index.php?akcja=&art_id=6&id_news=221

niemniej jednak nasuwa się kilka pytań w tym jedno podstawowe: dlaczego ten pełnomocnik jest społeczny i co to znaczy? w jaki sposób nadanie godności pełnomocnika ma polepszyć sytuację rowerzystów w Bydgoszczy - a o to przecież chyba chodzi?

przecież nie ma realnej możliwości aby osoba pracująca na etacie poza urzędem będąc po godzinach pełnomocnikiem mogła porządnie kontrolować i kreować proces rozwoju infrastruktury rowerowej w mieście wielkości Bydgoszczy. jakie to narzędzia w swe dłonie dostał rowerowy pełnomocnik prezydenta aby skutecznie prowadzić prorowerową politykę? nic o tym nie napisano.
przecież przeglądać budżet, projekty, dawać uwagi i opinie, wskazywać problemy i szukać ich rozwiązań mogą przecież np. rowerowe stowarzyszenia, których kilka działa od dłuższego czasu w Bydgoszczy (dlaczego tego nie robiły, lub dlaczego takich działań było za mało nie wiem)

oby na powołaniu pełnomocnika nie zyskali jedynie politycy, którzy powołując społecznego pełnomocnika w świetle kamer, położyli na jego barki cały bardzo rozległy temat związany z prowadzeniem polityki rowerowej Bydgoszczy jednocześnie w zamian dając... kask i pokój w ratuszu (do wykorzystania po godzinach pracy reszty urzędników?).

oby moje wątpliwości okazały się płonne i obym za jakiś czas (jak najszybciej) mógł poczytać o pierwszych realnych sukcesach rowerowego pełnomocnika z sąsiedniego miasta  :)
tomasz, 2011-04-26 21:04:37
Pawle, twoje obawy są rzeczywiście zasadne - w szczególności problemem jest ogrom zadań (zawsze podziwiam profesjonalne analizy i pisma sRT w sprawach toruńskich). Z drugiej strony należy domniemywać, że taki pełnomocnik prezydenta będzie miał lepszy dostęp do jego ucha niż bydgoskie stowarzyszenia rowerowe, których słabość po części może wynikać z ich mnogości. Prezydentowi łatwiej będzie słuchać jednego głosu w sprawie rozwoju komunikacji rowerowej niż wielogłosu małych grup (wiadomo, lepiej iść choćby nieoptymalnie, ale jednak w jednym kierunku, którego wyboru ktoś będzie potrafił twardo bronić, niż dać się ciągać co chwila w inną stronę), a skoro w podległych mu kadrach nikt nie czuje wystarczająco mocno tematu to może sprawdzi się ktoś "zaangażowany" z zewnątrz, wsparty zapleczem innych zapaleńców. A społeczność funkcji zmniejsza szanse walki o to stanowisko ze względów innych niż "pro publico bono". Rzeczywiście warto dać wytypowanemu "rowerowcowi" kredyt zaufania - to może się sprawdzić.
pietruch, 2011-04-26 23:30:16
No ciekawe jak będzie traktowany pełnomocnik rowerowy przez ludzi faktycznie decyzyjnych w mieście. Czy lepiej niż do tej pory, jako człowiek z ngo?
Życzymy samych sukcesów  :)
malgosia, 2011-05-01 14:53:44
Tomasz- zdanie o społeczności funkcji powala- szkoda że radni i prezydent mają pensje i są na stanowiskach ze względów innych niż "pro publico bono":P Moim zdaniem taka funkcja pełnomocnika ma więcej wad niż zalet. Diabeł tkwi w szczegółach, niestety. Przede wszystkim jak jeden człowiek może zmierzyć się z ogromem zadań jakie przed nim postawiono, na dodatek gdy brak etatu powoduje że tematyką rowerową zajmuje się de facto "po godzinach". Po drugie czy za tytułem, który owszem fajnie brzmi, idą jakieś prawa, czy inne jednostki samorządowe są zobowiązane brać pod uwagę zalecenia pełnomocnika, czy też mogą go olać. Niemniej życzę powodzenia sąsiadom!
Dodaj swój komentarz:


:) :| :( :D :o ;) :/ :P :lol: :mad: :rolleyes: :cool:
pozostało znaków:   napisałeś znaków:
Ankieta
Jak oceniasz rok 2016 pod kątem rozwoju infrastruktury rowerowej w Toruniu?
ankieta aktywna od: 2017-01-10 20:14

Newsletter
podaj email:

 
Sklepy i serwisy rowerowe w Toruniu

Stowarzyszenie ROWEROWY TORUŃ działa na rzecz powstawania odpowiedniej infrastruktury rowerowej.
konto bankowe BGŻ S.A. 71203000451110000002819490 NIP: 9562231407 Regon: 340487237 KRS: 0000299242

Wszystkie Prawa zastrzeżone. Cytowanie i kopiowanie dozwolone za podaniem źródła.
SRT na Facebook