| Co zrobić, żeby rowerzyści pokochali Zieloną Górę - Gazeta Wyborcza Zielona Góra - seria artykułów |
Co zrobić, żeby rowerzyści pokochali miasto?
Jest szansa, że Zielona Góra stanie się miastem rowerowym! - Będzie kompleksowa sieć asfaltowych ścieżek, wypożyczalnie rowerów i wpuścimy rowerzystów na deptak - zapowiadają włodarze Zielonej Góry. Czy to wystarczy, by nasze miasto rzeczywiście było przyjazne dla cyklistów?
Zielonej Górze od dawna marzy się tytuł miasta dla rowerzystów. Na razie na marzeniach się kończyło, bo wszelkie dotychczasowe działania były raczej strzałem kulą w płot, niż rzeczywistym programem prorowerowym. Dzisiejsze zielonogórskie ścieżki nie dosyć, że kończą się w najmniej odpowiednich miejscach, to w dodatku przypominają tor przeszkód z latarniami na środku chodnika, brakiem znaków czy wysokimi krawężnikami. Wkrótce wszystko ma się zmienić. Władze miasta dostały właśnie szczegółową inwentaryzację zielonogórskich ścieżek. W ub. tygodniu planiści spotkali się z rowerzystami. Wynikiem ich wspólnej pracy ma być koncepcja rozwoju miejskich tras dla cyklistów. Co powinno się zmienić w Zielonej Górze, żeby miłośnicy dwóch kółek czuli się tu dobrze?
Ścieżki, ścieżki, ścieżki
W Zielonej Górze mamy 30 km ścieżek rowerowych. Specjaliści z pracowni projektowej "Plan" prześledzili każdy centymetr naszych rowerowych tras. Dzięki temu powstał obszerny dokument, w którym bezlitośnie wytknięte są wszystkie usterki. Do końca marca gotowa będzie ostateczna koncepcja, która pozwoli miastu raz na zawsze uporządkować ścieżki w mieście. - Naszym najważniejszym celem jest złączenie tras w logiczną całość. Rowerzysta nie powinien w mieście się bać, że jego kurs się zaraz skończy. Ścieżki po to przecież są tworzone, żeby łączyć najważniejsze punkty. Oczywiście nie może być tak, że ścieżka będzie przy każdej ulicy. Ale przy najważniejszych drogach na pewno kiedyś się pojawią - mówi Arnold Drynkorn, szef pracowni projektowej "Plan" z Zielonej Góry. Kiedy? Nie wiadomo. W budżecie miasta na 2008 r. zapisano tylko 400 tys. zł na naprawę istniejących dróżek dla cyklistów.
A jest co poprawiać, bo, jak twierdzą cykliści, w mieście jest tylko jedna ścieżka, która spełnia ich oczekiwania. To trasa, jaka powstała przy okazji remontu ul. Łużyckiej. To pierwsza ścieżka w mieście, której nawierzchnię zrobiono nie z polbruku, ale z barwionej na czerwono masy bitumicznej. - Asfaltowe ścieżki to ideał. Do tej trasy nie mamy żadnych zastrzeżeń. Jest wprawdzie jeden mankament. Przy wiacie autobusowej czekający pasażerowie stoją na ścieżce. Mają tam stanąć pachołki - mówi Maciej Porębski, 25-letni mieszkaniec Przylepu, rowerzysta.
Rewolucja na deptaku
Po latach oczekiwać i petycji, wiosną rowerzyści wjadą na deptak. Tak zadecydował magistrat. Ze zmiany cieszą się oczywiście ci, którzy na co dzień poruszają się po mieście tylko na dwóch kółkach. Za pedałowanie po Starym Rynku policjant już nie będzie nam mógł wlepić mandatu. Ale uwaga! Można dostać nawet 500 zł kary za stwarzanie zagrożenia dla ruchu. - Miasto konsultowało z nami ten pomysł. Nie da się ukryć, że zdjęciu znaków "zakaz wjazdu rowerów" musi towarzyszyć klauzula, że teraz to cyklista będzie musiał uważać. Pieszy pozostaje uprzywilejowany na deptaku. Jeśli rowerzysta potrąci pieszego, na pewno nie pozostanie bezkarny - mówi Piotr Puchała, zastępca miejskiego komendanta policji. - Zielonogórzanom na pewno będzie ciężko przyzwyczaić się do ruchu rowerów na rynku. Ale z drugiej strony, nie przekonamy się, jak to będzie funkcjonować, jeśli nie spróbujemy - dodaje. Według konserwatora zabytków, na deptaku nie da się wyznaczyć odrębnych pasów dla rowerów. Dlatego całe śródmieście obejmie tzw. strefa ruchu uspokojonego.
Rowerzyści już planują przeprowadzić kampanię, która ma promować spokojną jazdę po deptaku i tym przekonać do siebie mieszkańców. - Wariaci jeżdżą po deptaku nawet mimo zakazu. Przepis dotyczy tak naprawdę porządnych rowerzystów. Musimy się postarać, żeby po otwarciu starówki nikt już nam jej nie zamknął - tłumaczy Robert Górski, zielonogórski cyklista, były uczeń I LO, który w ub. roku opracował pierwszy raport o miejskich ścieżkach.
Dla rowerów potrzebne są nie tylko ścieżki, ale i parkingi. Dwa duże postoje dla jednośladów mają się znaleźć w śródmieściu. - Chcielibyśmy, żeby większe instytucje przed swoimi siedzibami też postawiły specjalne stojaki - mówi Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry. Według Kaliszuka, w przyszłości miejsce dla rowerzystów znajdzie się też na miejskich parkingach dla samochodów. Warunek jest jeden: nie mogą to być stojaki do przypinania kół. - Z takich parkingów łatwo jest ukraść rower. Najlepsze są obręcze w kształcie odwróconej litery U, do której można przypiąć ramę roweru - mówi Górski.
Wypożyczalnia, ale jaka?
Miasto zamierza kupić 300 jednośladów i pomalować je w miejskie barwy. Rowerzystom pomysł się podoba, jest jednak jedno "ale". - Przede wszystkim wypożyczalnia nie może mieć jednej siedziby. Dobrze by było, żeby turysta mógł wziąć rower w jednym miejscu, a oddać w innym - mówi Robert Górski. W grę, oprócz ratusza, wchodzi ogród botaniczny, MOSiR, Ochla, Przylep, Raculka. Problemem jest też wysokość kaucji. -Wiadomo, że za 5 zł nikt nie będzie się fatygował, żeby rower oddać - zastanawia się wiceprezydent Kaliszuk.
Przykładem rozwiązania tego problemu może być Wrocław, gdzie w tym roku też rusza wypożyczalnia rowerów. Każdy z tysiąca pojazdów będzie wyposażony m.in. w GPS, nieprzebijalne opony i osłonkę na łańcuch. Przed złodziejami ma je chronić specjalny system identyfikacji użytkowników rowerów.
Władze Zielonej Góry poszły dalej. Zamierzają kupić 3 tys. małych rowerków dla dzieci, by w ten sposób rozruszać ich opiekunów. - Miasto chce wydać na rower 70 zł. Nawet w hurtowych cenach za taką kwotę nie kupi się porządnego sprzętu. To wyrzucanie pieniędzy w błoto. Kupimy mnóstwo bubli, które będzie trzeba stale oddawać do serwisu. Porządny dziecięcy rowerek to koszt przynajmniej 200-220 zł - mówi Paweł Schreiter z Ogniska TKKF Cyklomaniak.
Autobus? Trzeba to przemyśleć
Do "akcji rowerowej" włączyło się też MZK. 1 maja w trasę po mieście ma ruszyć pierwszy autobus, w którym będzie można przewozić rowery. Trasa pojazdu jest jeszcze konsultowana z mieszkańcami. - Można wysyłać do nas propozycje ma adres mzk@mzk.zgora.pl z sugestiami, gdzie autobus ma jeździć. Na razie chcemy się ograniczyć tylko do miasta. Jeśli pomysł wypali, pomyślimy o kolejnych ułatwieniach dla cyklistów - mówi Barbara Langner, dyrektor MZK. Rowerzyści mówią wprost: Nam się to nie podoba! - Przecież Zielona Góra nie jest aż tak duża, żeby wozić po niej rower. Niech MZK po prostu wpuści rowerzystów do linii, które już są w rozkładzie. Mogą się pojawić specjalne kursy z literką R dla miłośników rowerów - mówi Maciek Porębski.
Mirosława Dulat
Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra
2008-02-11
3 tys. rowerów dla dzieci rozrusza rodziców
Zielonogórski magistrat da rower Twojemu dziecku. Zupełnie za darmo. Pod warunkiem, że maluch ma dwa lub trzy latka. Urząd miasta chce kupić 3 tys. małych rowerków. A dla dorosłych 300. Tyle że Ci nie dostaną ich na własność. Będą mogli skorzystać z nich w wypożyczalni
Autorem pomysłu rozdania kilku tysięcy rowerów jest radny Artur Zasada (PO). Polityk Platformy wpadł na niego rok temu po powrocie z Tajwanu. Tłumaczył wtedy, że magistrat mógłby kupić rowery i wykorzystać je do głośnej promocji. Według koncepcji Platformy rowery miały trafić do uczniów i studentów. Wystarczyłoby wpisowe 10 zł. Koncepcji nie udało się zrealizować przed ubiegłorocznym Winobraniem. Nie oznacza to jednak, że pomysł upadł. Miasto zamierza wprowadzić w życie koncepcję radnego teraz. Tyle że po swojemu. Ze starego pomysłu zostaje, na przykład, rozwiązanie, które sugeruje, aby jednoślady pomalować w barwy miasta. Oprócz kolorów mogą pojawić się na ich ramach loga sponsorów i zielonogórskich firm, które zechcą się w ten sposób zareklamować.
W tegorocznym budżecie na rowerową promocję miasta radni postanowili wydać 300 tys. zł. Magistrat już zabiera się do pracy nad projektem. Jednak chociaż plan działania jest gotowy, urzędnicy wciąż czekają na propozycje mieszkańców. - Pomysł można jeszcze przedyskutować i zmodyfikować. Jesteśmy otwarci na sugestie - zapewnia Tomasz Nesterowicz, kierownik biura prezydenta miasta.
- Chcemy propagować zdrowy styl życia w mieście. Dla całej rodziny. Postanowiliśmy przekazać rowery całym rocznikom dzieci urodzonych w 2005 i 2006 r. Rowery, które trafią do dwu- i trzylatków, mają rozruszać ich opiekunów - mówi Stanisław Tarnawski, naczelnik wydziału sportu, kultury i turystyki w zielonogórskim Urzędzie Miasta. - Taka akcja od początku miała także reklamować miasto w kraju. Myślę, że ten cel również uda się zrealizować - dodaje naczelnik.
Prezenty prawdopodobnie będą latem. - Chcielibyśmy, aby trafiły do maluchów podczas imprezy, którą z okazji ich święta zorganizuje miasto. Taka plenerowa zabawa w Dniu Dziecka to dobra okazja do wręczenia rowerków. Mamy nadzieję, że plan uda się zrealizować. Jeśli jednak do tej pory nie uda się rozstrzygnąć przetargu, to dobrym terminem mogłyby być wakacje lub Winobranie - mówi Tarnawski.
Pomysł spodobał się Platformie. - Cieszy mnie, że miasto rzetelnie podeszło do tematu. Dzięki temu, że rowerki będą dla małych dzieci możemy sporo zaoszczędzić. To pozwoli wyposażyć wypożyczalnię w naprawdę dobry sprzęt - komentuje Zasada.
Jeden rowerek dla dzieci ma kosztować ok. 70 zł. Dodatkowe 300 jednośladów "dla dorosłych" ma więc pojawić się w miejskich wypożyczalniach. Na pewno trafią do punktu przy ul. Botanicznej. Druga wypożyczalnia ma powstać na terenie MOSiR przy ul. Sulechowskiej.
Pomysł z rozdawaniem rowerów nie do końca podoba się Pawłowi Schreiterowi z Ogniska TKKF Cyklomaniak. - Jeśli dawać, to wędkę, a nie rybę. Może lepiej byłoby, gdyby miasto wydawało pieniądze na tworzenie wypożyczalni ich wyposażenie i rozbudowę ścieżek, a nie na prezenty - mówi. - Po części jednak z argumentami urzędu się zgadzam. Znam rodziców, którzy kupują sobie rowery specjalnie po to, aby jeździć z dziećmi. Może to ich sprowokuje do większej aktywności - dodaje.
Czekamy na opinie
Co Twoim zdaniem trzeba zmienić w mieście, aby Zielona Góra stała się miastem przyjaznym dla rowerzystów. Piszcie do nas: listy@zielona.agora.pl
Mirosława Dulat
Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra
2008-02-07
Kiedy rowerzysta pojedzie przyzwoitą ścieżką
Zielonogórski magistrat ma już gotową inwentaryzację ścieżek rowerowych. Do końca marca poznamy koncepcję naprawy felernych tras dla rowerzystów.
W ub. roku rowerzyści wytknęli zielonogórskim władzom kilkadziesiąt usterek na miejskich trasach rowerowych. Fora internetowe kipiały od złości cyklistów i stały się okazją do sporządzania plebiscytów na największy urzędniczy absurd w budowie ścieżek. Sporządzona przez cyklistów rowerowa mapa miasta wygląda fatalnie. Ścieżki kończą się w nagle w miejscach, gdzie rowerzysta najmniej by się tego spodziewał. Są dziurawe, źle oznakowane, na trasach nie brakuje też niespodzianek typu latarnia po środku drogi. Według zapalonych amatorów dwóch kółek, w Zielonej Górze nie ma nawet jednego kilometra ścieżki, która byłaby zrobiona dobrze.
Pierwszy asfalt
W magistracie leży już szczegółowa inwentaryzacja wszystkich rowerowych tras w mieście. Dokumentacja ledwo mieści się w dwóch dużych segregatorach. Urząd Miasta jeszcze w ub. roku zlecił przygotowanie takiej inwentaryzacji jednej z zielonogórskich firm. Opracowanie inwentaryzacji i przyszłej koncepcji kosztowało 197 tys. zł. Na podstawie zebranych informacji powstanie dokładna mapa błędów do naprawy. W najbliższy czwartek w UM odbędzie się spotkanie z rowerzystami. - Będziemy razem omawiać najważniejsze punkty. Zdecydujemy wtedy, które fragmenty tras należy poprawić w pierwszej kolejności - mówi Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry.
Inwentaryzacja obejmuje szczegółowe mapy wszystkich ścieżek. Od kilku już lat ich ilość w mieście znacząco nie wzrosła, mamy ok. 30 km. Na kolorowych liniach zaznaczone są wszystkie punkty, które wymagają poprawek. Otwieramy segregator na przypadkowej stronie. - Przy ul. Browarnej znak jest za blisko drogi, poza tym brakuje znaków poziomych - pokazuje Alicja Makarska, kierownik Biura Inwestycji Miejskich. Typowa zielonogórska ścieżka to trakt podzielony na pół: jedna strona dla pieszych, a druga dla cyklistów.
- Do czasu powstania koncepcji nie będziemy robić żadnych ścieżkowych inwestycji, żeby nie powielać wcześniejszych błędów. Wyjątkiem jest jedynie ścieżka, która powstała przy okazji remontu ul. Łużyckiej. Trasa jest zrobiona zgodnie z oczekiwaniami rowerzystów. To pierwsza ścieżka rowerowa o nawierzchni bitumicznej. Wcześniej takim inwestycjom sprzeciwiały się m.in. Enea, ZWiK i gazociągi. Nawierzchnia asfaltowa utrudnia im przecież prace. Ale w końcu się dogadaliśmy. Nowa ścieżka nie zarasta i nie jest śliska. Mieszkańcom na pewno się ona podoba - mówi Kaliszuk.
Wypożyczalnia rowerów w ratuszu
Urzędnicy już dziś wiedzą, że poważne poprawki czekają ich m.in. przy al. Wojska Polskiego i ul. Prostej. - Mamy już za sobą naprawę ul. Wrocławskiej, Lwowskiej, Podgórnej i Dąbrówki. Jest co robić - mówi wiceprezydent.
Miasto przymierza się do otwarcia wypożyczalni w Centrum Informacji Turystycznej w ratuszu. Władze są po wstępnych konsultacjach z policją. I prawdopodobnie po uruchomieniu wypożyczalni będzie można jeździć rowerem po deptaku. - To rowerzysta będzie musiał się podporządkować regułom, uważać na pieszych, jechać wolno. Zobaczymy, czy ten pomysł się sprawdzi - mówi Kaliszuk.
Zielona Góra ma w planach jeszcze jedną inwestycję. Po raz pierwszy ścieżka rowerowa wyjdzie poza granice miasta. Z pieniędzy unijnych ma zostać wybudowana trasa do Dąbia.
Mirosława Dulat
Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra
2008-02-03
|
|