Witamy na stronie stowarzyszenia | Dzisiaj jest środa 19 grudnia 2018
Logowanie     Rejestracja     Home     Mapa serwisu     Kontakt     pl en de
Stowarzyszenie Rowerowy Toruń

Wyprawa przez Ukrainę do Rumunii Aliny, Ani i Roberta -WAKACJE 2018

W tym roku wybraliśmy za cel naszej wyprawy Rumunię.. ale nie tę część gdzie żyją wampiry i potomkowie Drakuli. Postanowiliśmy pojeździć po Bukowinie i Mołdawii Rumuńskiej.

Podróż rozpoczynamy standardowo.. PKP.. Bilety należy zarezerwować z wyprzedzeniem.. bo inaczej można nie pojechać..
No ładnie się zaczyna.. Pierwsza awaria - dworzec Przemyśl
Z Przemyśla już prosto do granicy UE z Ukrainą...
A tam.. Zaraz za granicą pierwszy kontakt z "elektriczką" czyli podmiejskim pociągiem do Lwowa.
Łatwo nie było wsiąść do wagonu dla rowerów ;)
Obowiązkowy punkt zwiedzania Lwowa - opera.
No i "małe co nie co" z miejscowych specjałów...
W Kołomyi - niezłe jaja.. ;) a tak poważnie to muzeum pisanek.
Całkiem niezłe ukraińskie drogi - te asfaltowe.
I te szutrowe... do granicy... czasowo zamkniętej...
Po znalezieniu otwartego przejścia granicznego docieramy wreszcie do Rumunii i zaczynamy zwiedzanie... jedna z pierwszych świątyń na naszej trasie.
Nasz luksusowy nocleg...
Z widokiem na polską wioskę.
Akcentów polskich w Bukowinie Rumuńskiej znajdujemy sporo - tu polski kościół w Kaczawie.
Oraz kopalnia soli.
Alina sprawdziła organoleptycznie - sól.
Na trasie podczas przymusowego postoju na deszcz integrujemy się z Ukraińcami na rumuńskiej ziemi...
Obowiązkowy zestaw integracyjny zaserwowany nam przez nowych znajomych :)
Jedziemy przez wioski.
I miasteczka tej pięknej krainy.
Zwiedzając zabytki UNESCO.
Oraz malutkie ale bardzo urokliwe kościoły.
Obserwujemy kultywowanie tradycji nawet przez najmłodszych Rumunów...
Jadąc i podziwiając piękne górskie widoki.
Czasem robimy rzeczy nietypowe - Alina koncertuje na kościelnym dzwonie...
Dolinką w stronę gór...
I po serpentynach na szczyt...
Tam gdzie rowerem już za ciężko to wyciągiem (kurort podobny do naszej Krynicy - Vatra Dornei).
Przy okazji można znaleźć coś na kolacje :)
Miejsce noclegowe - wymarzone na deszczową noc.. jeszcze pachnące nowością...
Często spotykany środek lokomocji/transportu w Rumunii.
I w wersji niedzielnej - co by do kościoła pojechać...
Mechanik pokładowy miał sporo roboty...
A po pracy jeszcze przynosił kolacje ;)
Taką drogą to aż chce się jechać.
Tylko trzeba uważać na "przeszkody" na drodze.
Różnego typu i maści.
Droga prowadzi nad jeziorem - z naciskiem na "nad".
Serwis rowerowy... niestety tu nam się nie udało wymienić popękanych szprych...
Ale tu już tak :)
Jak już rowery w pełni sprawne to można zwiedzać z poziomu asfaltu.
I z kolejki gondolowej sunącej nad miastem Pietre Neamet.
A także z punktu widokowego.
Żegnamy góry i cieszymy się pięknem pól słonecznikowych.
Monastyrów zwiedzamy niezliczoną ilość - ten żeński zachwycił nas ilością kwiatów (Agapia Monastyr).
Ale nie tylko duchowne zabytki zwiedzamy - świeckie też - twierdza w Targu Neamt.
Nie tylko zwiedzanie ale i pranie czasem trzeba zrobić.
Przydrożny kramik z wyrobami własnymi.
Kolejny wspaniały nocleg - wita nas słońce po deszczowej nocy.
Dom Polski - niestety zamknięty na głucho.
A nad drogami dla rowerów to jeszcze trochę muszą popracować... ;)
Rumunia żegna nas niezbyt miłą drogą.. ale i tak mówimy: la revedere Romania.. czyli do widzenia a nie żegnaj...
Znów poza UE.
Kolejne "elektriczki".
We Lwowie znajdujemy dużo polskich motywów (np. na ulicy).
Browar Lwowski mający polskie korzenie...
Całkiem ciekawa ta ekspozycja.
Nawet nasz Mikołaj tam zagościł...
A na koniec obowiązkowa degustacja...
Tradycjonaliści wysyłają kartki pocztowe...
Jedziemy do muzeum słoniny...
Oprócz eksponatów można również skosztować miejscowych specjałów...
Ostania "gościnna" elektriczka.. jak widać w pełni przystosowana dla ludzi z rowerami oraz niepełnosprawnych...
Wracamy do UE.
Przed muzeum dzwonów i fajek w Przemyślu... to miasto tym żyje... jak nie zadzwoni to pyknie z fajeczki...
Pięknie odrestaurowane podziemia zachwyciły jednych.
A inni zawierali znajomości z Wojakiem Szwejkiem :)
Po wielu przygodach zmierzamy na dworzec PKP w Przemyślu.
Pakujemy nasze rowery do pociągu.
I tak kończymy naszą kolejną wyprawę.
Trasa naszej wyprawy (bez elektriczek i krótkiego dojazdu Przemyśl - granica) - zrobiliśmy 920 km.


wyedytowano: 2018-11-27 20:10
aktywne od dnia: 2018-10-16 20:01
drukuj  
Komentarze użytkowników (3)
bogdan, 2018-10-18 09:56:50
Świetna przygoda. Jak długo trwała Wasza podróż.
Robert, 2018-10-18 16:06:55
Troszkę ponad 2 tygodnie.. Z czego 1 dzień dojazd do Przemyśla, 3 dni po Ukrainie elektriczkami bo jeżdżą 2 dziennie a mieliśmy 3 przesiadki, 9 dni po Rumunii i powrót 2 dni Ukraina + 1 dzień pociąg z Przemyśla do Torunia
Andrzej, 2018-10-23 19:39:36
Fajny wyjazd.
Dzięki za kolejny opis wyprawy rowerowej  :)
Dodaj swój komentarz:


:) :| :( :D :o ;) :/ :P :lol: :mad: :rolleyes: :cool:
pozostało znaków:   napisałeś znaków:
Ankieta
Jak oceniasz rok 2017 pod kątem rozwoju infrastruktury rowerowej w Toruniu?
ankieta aktywna od: 2018-02-11 19:21

Newsletter
podaj email:

 
Sklepy i serwisy rowerowe w Toruniu

Stowarzyszenie ROWEROWY TORUŃ działa na rzecz powstawania odpowiedniej infrastruktury rowerowej.
konto bankowe BGŻ S.A. 71203000451110000002819490 NIP: 9562231407 Regon: 340487237 KRS: 0000299242

Wszystkie Prawa zastrzeżone. Cytowanie i kopiowanie dozwolone za podaniem źródła.
SRT na Facebook