Witamy na stronie stowarzyszenia | Dzisiaj jest sobota 27 maja 2017
Logowanie     Rejestracja     Home     Mapa serwisu     Kontakt     pl en de

Wyprawa rowerowa Anity, Waldka i Andrzeja do Mołdawii - WAKACJE 2013

Jak co roku sprawdzoną ekipą wybraliśmy się na wyprawę rowerową. Tym razem postanowiliśmy zobaczyć Mołdawię. Wyprawa trwała od 24.05 do 3.06.2013.

Dzień pierwszy - samochodem z rowerami na dachu z Torunia do Przemyśla.

Dzień drugi - 104 km rowerem.

Po noclegu w PTTK zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy na rowerach do Lwowa.

Teoretycznie do przedziałów sypialnych czteroosobowych ani nie wolno (kosztowało nas to cztery czekolady dla kierowniczki wagonu), ani nie zmieszczą się trzy osoby z rowerami i sakwami, ale nam się udało.

Dzień trzeci - 86 km rowerem.

Wysiedliśmy z pociągu w Odessie i udaliśmy się do słynnych schodów potiomkinowskich.

Po zwiedzeniu secesyjnego centrum miasta skierowaliśmy się nad Morze Czarne, i przejechaliśmy na nocleg do Zatoki - pobliskiego kurortu.

Dzień czwarty - 64 km rowerem.

Po krótkim porannym plażowaniu skierowaliśmy się do najbardziej na południe wysuniętej twierdzy Rzeczpospolitej – Białogrodu nad Dniestrem, znanego z sonetów krymskich, jako Akerman.
 

Droga wśród winnic.

Akerman

Postanowiliśmy zatrzymać się na nocleg jak najbliżej granicy. Wieczorem okazało się że jedyny hotel we wsi Starokozacze został zamknięty dwa lata temu po zapadnieciu się dachu. Pojechaliśmy do cerkwi poprosić o pomoc miejscowego Batiuszkę, który skierował nas do Andrieja – kierownika kooperatywy (majątek kołchozu przejęty przez spółdzielnię).

Trafiliśmy akurat na zwózkę siana, więc odstawiliśmy rowery i zabralismy się do roboty.
Andriej ugościł nas w iście słowiańskim stylu hołdując zasadzie „gość w dom, Bóg w dom”.

Andriej – drugi z lewej

Dzień piąty - 81 km rowerem.

Rano Andriej poprowadził nas na skróty do granicy Mołdawii, gdzie, jako osoba powszechnie szanowana, polecił pogranicznikom z obu stron nie przesadzać z kontrolą.
Tak też się stało i znaleźliśmy się w Mołdawii.
Z granicy podjechaliśmy około 30 km autobusem by szybciej dotrzeć do „Pridniestrowia”, w którym nie zamierzaliśmy nocować. Na granicy, nieuznawanej przez prawie nikogo Republiki Naddniestrzańskiej, spędziliśmy ponad godzinę walcząc o obniżenie wymiaru łapówki pozwalającej nam na wjazd.

Ulica Lenina w Kickanach.

Kickańska Ławra.

Wjazd do Tyraspolu – stolicy Naddniestrza.

Pod pomnikiem marszałka Suworowa w Tyraspolu.

Tyraspol słynie z największej ilości pomników Lenina na kilometr kwadratowy :)

Późno wieczorem wyjechaliśmy z „Pridniestrowia” i po nocnej jeździe około 30km dojechaliśmy do motelu w Bulboace.

Typowa mołdawska studnia z kapliczką.

Przystanek przy pastwisku mołdawskich koni pociągowych.

Szampan z „kija” dostępny w prawie każdym przydrożnym barze.

W tle Kiszyniów – stolica Mołdawii.

Link do reklamy imprezy rowerowej w Kiszyniowie organizowanej w dniu 22.09.2013 http://www.youtube.com/watch?v=RxIEDrtqO1g

Dzień siódmy - 49 km rowerem.

Rano pozostawiliśmy w motelu bagaże i pojechaliśmy „na lekko” zwiedzać centrum winiarstwa mołdawskiego – Krikową (Cricova)

     W podziemiach Krikowy (ponad 100 km korytarzy).

Po powrocie do motelu zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na północ, wspomagając się złapanymi środkami lokomocji. Po drodze spotykaliśmy się z niezwykłą życzliwością Mołdawian, którzy potrafili nawet wysiąść z marszrutki (mały bus) żeby udało się zapakować nasze klamoty.
Późnym wieczorem spotkany przez nas w autobusie Alex - bratnia rowerowa dusza - oprowadził nas po Sorokach (Soroca) i pokazał miejsce noclegu.

Dzień ósmy - 12 km rowerem.

Rano zwiedziliśmy twierdzę sorocką, w której dawniej bywała i polska załoga oraz dzielnicę cygańskich pałaców, wzorowanych na filmach z Bolywoodu.

Centrum miasta (takim autobusem dojeżdżałem do przedszkola w 1 połowie lat 70 tych).

Sorocka twierdza.

Wnętrze twierdzy.

Cygańska dzielnica.

Kolejny pałac.

Ucieczka przed deszczem.

Niestety złapał nas deszcz zbyt mocny na dalszą podróż, dlatego postanowiliśmy pozostać w Sorokach na jeszcze jedną noc. Była to okazja do zwiedzenia miejscowych knajp i spróbowania mołdawskich specjałów. Późnym wieczorem, gdy przestało padać, Alex zaprowadził nas do pustelni wydrążonej w wapiennych skałach niedaleko miasta.

Dzień dziewiąty - 76 km rowerem

Rano mimo deszczu ruszyliśmy pod górę w kierunku żeńskiego monastyru Rudi.
 

Typowa kolorystyka wiejskiego gospodarstwa w Mołdawii.

Na szczęście deszcz szybko przestał padać i mogliśmy znów podziwiać mołdawskie pagórkowate krajobrazy.

Zjazd do doliny Dniestru.

Jak nie z górki to pod górkę.

Monastyr w Rudi

Nieliczni turyści muszą dostosować swoje ubrania do miejscowych obyczajów.

Późnym popołudniem osiągnęliśmy ostatni punkt naszej wyprawy po Mołdawii – pomnik ustawiony w miejscu, gdzie 6 października 1620 roku zginął Hetman Wielki Koronny Stanisław Żółkiewski podczas odwrotu po bitwie pod Cecorą.
Już po ciemku przekroczyliśmy granice mołdawsko-ukraińską i znaleźliśmy się w Mohylowie Podolskim.

Dzień dziesiąty - około 30 km rowerem.

Tego dnia mieliśmy przed sobą trudne zadanie – dotrzeć do Przemyśla.
Udało się nam to w sposób następujący:
1. Do autobusu rowerem.
2. Autobusem z Mohylowa w kierunku Winnicy (musieliśmy spakować się do jednej komory, inaczej autobus by nas nie zabrał).

„Przedział rowerowy” w autobusie.

3. Rowerem z drogi do Winnicy do stacji kolejowej w Żmirynce

Droga z Mohylowa podolskiego do Winnicy.

Nasze pojazdy upchnięte w pociągu.

5. Chmielnicki – Tarnopol
6. Tarnopol – Lwów – pociągiem
7. Lwów – granica UA/PL – taksówką
8. Granica – PTTK w Przemyślu rowerem w deszczu.

Dotarliśmy około 2 w nocy, ale udało się. Łącznie przejechaliśmy na rowerach 560 km.

Dzień jedenasty – przejazd z rowerami na dachu do Torunia.

Wyprawa była niesamowicie ciekawa zwłaszcza ze względu na bardzo życzliwych ludzi.
Wbrew wszelkim opowieściom i przestrogom zarówno Ukraina jak i Mołdawia okazały się całkowicie bezpieczne. Jedynie w „Pridniestrowiu” należy bardzo uważać, bo to żywy skansen komunizmu w postaci czystej, bliższy niż Kuba. Dodatkowymi zachętami do wyjazdów w tym kierunku mogą być przystępne ceny i mały ruch samochodowy.

Pewnie jeszcze tam wrócimy.

W wyprawie wzięli udział Anita, Waldek i Andrzej
 



wyedytowano: 2013-12-17 20:40
aktywne od dnia: 2013-12-17 20:16
drukuj  
Komentarze użytkowników (5)
seandillon, 2013-12-18 21:59:53
Dzięki za świetną relację. Tamtejsza okolica Kusi okrutnie - szczególnie dla historyka-rowerzysty. Jak wyszliście z kosztami - oczywiście "pi razy drzwi":) tej wyprawy?
Waldek, 2013-12-19 17:48:17
Całkowity koszt wycieczki to ok 1500 zł na osobę
  :)
Zosia, 2013-12-22 17:59:35
Interesująca wyprawa-stosunkowo blisko a jak egzotycznie.   :)
Język do kontaktów rosyjski czy angielski?
mati, 2013-12-30 19:08:47
wyprawa i relacja z niej super!
Andrzej, 2014-06-02 14:50:34
do kontaktów głównie rosyjski, angielski tylko kilka razy
Dodaj swój komentarz:


:) :| :( :D :o ;) :/ :P :lol: :mad: :rolleyes: :cool:
pozostało znaków:   napisałeś znaków:
Ankieta
Jak oceniasz rok 2016 pod kątem rozwoju infrastruktury rowerowej w Toruniu?
ankieta aktywna od: 2017-01-10 20:14

Newsletter
podaj email:

 
Sklepy i serwisy rowerowe w Toruniu

Stowarzyszenie ROWEROWY TORUŃ działa na rzecz powstawania odpowiedniej infrastruktury rowerowej.
konto bankowe BGŻ S.A. 71203000451110000002819490 NIP: 9562231407 Regon: 340487237 KRS: 0000299242

Wszystkie Prawa zastrzeżone. Cytowanie i kopiowanie dozwolone za podaniem źródła.
SRT na Facebook